Kiedy wrzuciłam na instagram zdjęcie na którym była książka Marcina Wicha “Jak przestałem kochać design” dostałam od was sporo zapytań czy warto ją kupić i czy ją polecam. Postanowiłam zebrać kilka moich przemyśleń na temat tej książki w jednym wpisie na blogu.

to nie jest podręcznik o designie czy projektowaniu

to raczej zbiór felietonów, przemyśleń i spostrzeżeń autora okraszonych ironią i humorem. Świetnie się ją czyta ale to nie jest “twarda” merytoryczna wiedza, choć nie brak w niej wielu odpowiedzi na pytania nurtujące osoby wrażliwe na piękno, np. dlaczego budynki z wielkiej płyty są malowane na pastelowo i nigdy w jednym kolorze.

to nie jest książka dla osób urodzonych w latach 90. i później

opis szklanek umieszczanych w metalowych koszyczkach czy skamieniałych worków z cementem na placu zabaw będzie absolutnie nie zrozumiały dla młodszych czytelników. Dzieciństwa w czasach PRL nie da się tak po prostu opowiedzieć i wytłumaczyć. Trzeba było to przeżyć 🙂

to nie jest książka dla grafików

a właściwie powinna napisać nie tylko dla grafików. Szereg ciekawych spostrzeżeń dostrzeże każda osoba związana z branżą kreatywną. Każdy kto coś tworzy znajdzie w tej książce coś dla siebie.

to nie jest książka historyczna

choć niewątpliwi z historią w tle. I to co najważniejsze naszą polską historią projektowania i designu. Wiele pozycji książkowych z obszaru projektowania graficznego i reklamy podaje zagraniczne przykłady. Ogromny plus dla tej książki za to że odwołuje się do polskich projektów, choćby procesu tworzenia plakatu wyborczego “Solidarności” w roku 1989. A jeśli opisuje już przedmioty “z zachodu” np. lego, to zawsze osadzonej jest to w polskiej rzeczywistości.

to nie jest poradnik

wręcz przeciwnie, druga część książki to dokładnie antyporadnik – czyli poradnik złego projektanta. Bardzo celne spostrzeżenia zwłaszcza w kontekście współpracy klient – projektant. Może nieco przerysowane ale bardzo pomocne w zrozumieniu jak projektant podchodzi do swojego projektu a jak postrzega i “rozumie”go klient.

Kilka smaczków na zachętę 🙂

“Słowo design i designo (czyli rysunek) mają wspólne korzenie. Właściwie jeden łaciński korzeń. Projektować to zaznaczać. Projektowanie zaczyna się w momencie, kiedy pomysł staje się przedmiotem. Śladem na kawałku papieru, strzępem serwetki, makietą”

Znalazło się też słów kilka o skojarzeniach barwnych 🙂

“Grafik który wdaje się w dyskusje na temat barw, stoi na przegranej pozycji. Dwadzieścia lat rozmów z klientami różnych płci da się streścić w ten sposób:

zielony – nie jesteśmy ekologami

żółty – nic nie widać

różowy – hi, hi

czerwony – precz z komuną

fioletowy – czy to ciemnoróżowy?

beżowy – brudny

szary -szary

brązowy – gówno

czarny – smutny

(…)

Są też połączenia,które wywołują natychmiastowy protest

żółto – czerwony – przecena w supermarkecie

czarno – czerwony – nadchodzą ukraińscy nacjonaliści

żółto – zielony – jajecznica ze szczypiorkiem

wszystkie? – tęcza? a kysz! “

To książka którą warto przeczytać, bo daje szersze spojrzenie na proces projektowania. Na formę i użyteczność przedmiotów. To trochę taka “stara szkoła” i nic dziwnego – autor pierwsze lekcje o designie czerpał w rodzinnym domu a nauczycielem był ojciec – esteta. Bo nasza edukacja i kształtowanie gustów zaczyna się dość wcześnie. Pamiętajmy o tym urządzając pokój dla naszych dzieci i czytając z nimi ilustrowaną książkę na dobranoc.