Dzień jak co dzień. Robię kawę, siadam przy komputerze, otwieram maila a tam już w tytule krzyczy do mnie OFERTA WSPÓŁPRACY. Takie maile zwykle cieszą freelancera, ale taki mail to zazwyczaj zapytanie o cenę, a od tego jeszcze długa droga do ewentualnej realizacji projektu.

Ale to nie był zwykły mail z cyklu: “chciałem się dowiedzieć ile kosztuje logo”. To była konkretna propozycja i była skierowana właśnie do mnie. Nadawca tego maile mnie znał, pracowaliśmy razem (choć nigdy w zakresie graficznym) znał moje umiejętności i styl i to właśnie mnie wybrał na realizację swojego pomysłu.

Wszystko się zgadzało: zakres działań, moje kompetencje, nawet terminy udałoby się jakoś dopasować. Aaaaa i najważniejsze – kuszący budżet. No nic tylko brać się do pracy i czekać aż konto zasili okrągła sumka. HURRA!!!!

Nie powiem, chwile to trwało, bo pokusa była spora ale w końcu napisałam maila rezygnując z potencjalnej współpracy. Większość pomyśli – frajerka. Po to masz biznes, żeby na nim zarabiać. Ale mi przyświecała zupełnie inna myśl: właśnie po to mam swój biznes, żeby móc wybierać z kim i na jakich zasadach chcę pracować.

Ciekawi Was dlaczego odrzuciłam ten projekt choć tak fajnie się zapowiadał?

Powodów było tylko (albo aż) 3:

po pierwsze:

to nie była moja branża – i można powiedzieć, że projekt logo to tylko taki rysunek i zawsze da się coś dopasować to ja widzę to nieco inaczej. Logo to graficzne przedstawienie wizji i misji marki i trudno to zrobić dobrze jeśli nie ma się pojęcia w jakich obszarach firma będzie funkcjonować lub są one po prostu niezrozumiałe. Żeby zaprojektować coś z sensem i w temacie często trzeba się porządnie w temacie zanurzyć, poznać jego niuanse od podszewki. Wtedy powstają znaczące elementy graficzne a nie oczywiste banały.

po drugie:

ten projekt nie zbliżał mnie do moich celów – jako przedsiębiorca mam wytyczoną strategię rozwój swojej firmy i marki, a ten projekt w żaden sposób się w nią nie wpisywał. Postanowiłam ten czas poświęcić na realizację swoich celów i priorytetów. Wiem co sobie myślicie: ona się po prostu bała, że nie podoła temu zadaniu, wolała zostać w swojej strefie komfortu i nie mierzyć się z tym. Ja się z tym zupełnie nie zgadzam. Uważam, że ta sytuacja to też doskonała dla mnie lekcja asertywności i wyznaczania swoich biznesowych granic i nie brania do realizacji “wszystkiego jak leci”.

po trzecie:

przeczuwałam kłopoty – są takie projekty które niemal od pierwszego kontaktu z klientem zwiastują kłopoty i nieporozumienia. Brakuje jakiegoś takiego porozumienia i czujesz, że może być trudno znaleźć wspólną wizję. Czasem się udaje a czasem… pot, łzy i zgrzytanie zębów…. 100 razy potem pytasz siebie: po co ja to wzięłam??? masz ochotę zerwać umowę, zwrócić zaliczkę i spokojnie żyć. Ja postanowiłam sobie tego zaoszczędzić ( tym razem )

Projekt nie dojdzie do skutku, a mi nie jest żal, bo wiem że to była dobra decyzja. Sytuację nieco uspokoił fakt, że chwilę potem pojawiły się inne, lepiej rokujące propozycje

Sztuka odpuszczania – jest super ważna i mega trudna. Uczę się tego. I w pracy i w życiu.

A ty, odpuszczasz czy mierzysz się z takimi zadaniami? Daj znać w komentarzu.