Dzień w pracy. Kolejne zlecenie –  zmiana identyfikacji wizualnej dla sklepu z akcesoriami dla dzieci i domu. Ustalam mailowo szczegóły z klientką, mamy już uzupełniony brief, przygotowuję się do stworzenia moodboardu. I nagle otrzymuję takiego oto maila:

“wiem już bardzo dobrze, że obecne logo poza tym, że jest amatorskie i totalnie nieprofesjonalne zwyczajnie nie odzwierciedla charakterystyki marki. Jednak mimo wszystko, proszę żebyś przyjrzała się mu chwilę łaskawym okiem, bardziej okiem duszy, niż profesjonalisty 
Chodzi o to, że coś mieliśmy na myśli, te kolory, te przejścia itd. to po prostu coś co całej naszej trójce zagrało. Nie mając pojęcia o zasadach projektowania logo itd. stworzyliśmy sobie takie coś. I nie mam zamiaru się upierać przy niczym, nie chodzi też o żaden sentyment. Po prostu to nie jest przypadkowo gdzieś wybrany obrazek, tylko odzwierciedlenie jakiegoś zamysłu. Słabe, amatorskie – owszem, ale prawdziwe. I dlatego proszę o taką krótką refleksję.”

To absolutnie wyjątkowe słowa. Pokazują wprost jak my – niewielcy przedsiębiorcy, jesteśmy związani z naszymi firmami. Często jest to nie tylko praca, ale i pasja stanowiąca znaczną część naszego życia. To dowód na to, że tworząc identyfikację wizualna dla moich klientek nie chcę i nie mogę brać pod uwagę tylko i wyłącznie trendów w projektowaniu graficznym, zasad kompozycji i schematów psychologii kolorów. Bo moje klientki często bardzo mocno identyfikują się z nazwą lub stworzonym przez nich znakiem/symbolem. Celowo nie nazywam tego logotypem, bo często bardzo trudno rozpatrywać w tych kategoriach. Ale jest to bardzo ważna ich część. Może nie potrafią poradzić sobie z techniczną stroną projektowania ale przy pomocy dostępnych dla siebie środków próbują przedstawić graficznie wizję swojej firmy.

To własnoręcznie stworzone “logo” (tak jak i nazwa firmy) jest z nią od początku jej drogi kobiety przedsiębiorczej. Towarzyszy jej na co dzień. Reprezentuje ją. Ja jako projektant powinnam im dać nie tylko logo, które będzie odzwierciedlać charakter marki i podświadomie przyciągać klienta idealnego. Nowe logo musi też być prawdziwe. Co mam na myśli? To, że jego nowa właścicielka musi “je poczuć”. Nic nie da, jeśli będę ją uparcie przekonywać, że logo spełni swoją rolę, że jest czytelne, ma odpowiednią formę i kolorystykę. Jak będę zbyt uparta, klientka pozornie przyjmie projekt a za jakiś czas skorzysta z usług innego grafika lub po cichu wróci do swojej “amatorskiej” formy. Zgadzam się, że logo nie wszystkim musi się podobać, ale właścicielce powinno 🙂 i musi też nieść ze sobą odpowiedni przekaz. Nie warto akceptować propozycji na odczepnego. Warto być przekonanym.

Zdarzam mi się, że po przesłaniu propozycji projektu otrzymuję odpowiedź “proponuję zmienić czcionkę, podoba mi się…” i tu pada konkretna nazwa. Pomijam już, że nie czcionkę a font ale robię wizualizację wg wytycznych klientki. I czekam. W 99,9% otrzymuję odpowiedź, że moja propozycja wyglądała lepiej 🙂

Czy mam satysfakcję? Nie.

Czy wiedziałam, że tak będzie? Tak.

Często taki prosty zabieg z mojej strony zwiększa zaufanie klientki do mojej pracy. I potwierdza, że czas poświęcony na naukę, rozwój i praktykę daje efekty. Warto zaufać grafikowi. Choć wiem że to nie takie proste. W sieci roi się od projektów słabych. Dlatego oprócz ceny trzeba zapoznać się ze stylem projektów danej osoby –  warto przeglądać portfolia.